Żona marynarza


  • Początek
  • Narodziny syna
  • To los
  • W końcu

  • Początek

    Czy trudno jest być żoną marynarza, wiem z pierwszej ręki, to było 33 lat - tylko 4 ostatnie lata mojego życia mój mąż był przybrzeżnych, mieszkańcy ziemi - z powodów zdrowotnych nie mógł wyjść w morze.
    Kiedy wyszłam za mąż, absolutnie nic nie wiadomo na temat życia i pracy marynarzy, nie miał pojęcia, jakie trudności czekają mnie w przyszłości. Pobraliśmy się z miłości w wieku 20 lat. Mój mąż wyjechał na studia sześć miesięcy w Szkole Morskie w Kłajpedzie, po prostu przeniósł się do czwartego roku Uniwersytetu w Leningradzie. Tak więc, miesiąc po ślubie, w lewo do miejsca nauki.


    Pierwsza długa rozłąka pomogła przenieść arkusze i mam nadzieję, że wkrótce będziemy razem. Pisali do siebie co drugi dzień, dobrze, to poczta pracował dobrze, litery z Kłajpedy do Leningradu, osiągnięte w ciągu 3-4 dni. Nawiasem mówiąc, teraz opłata pocztowa pokonać w ten sam sposób przez 3-4 tygodni.

    Ale główną trudnością wydaje się być przed nami. Moja naiwna nadzieja, że ​​ludzie po ukończeniu studiów rozproszonych w North West rzeki Shipping Company, czyli Leningradzie, nie były uzasadnione. Wysłał nawigatora, trzeci oficer na średniej trawler rybacki (SRT) bazy Kłajpedzie oceanicznych floty rybackiej.


    Człowiek nie tylko żeglarz i rybak. Ktoś powiedział dawno temu, że "połowy - dwa razy żeglarzem". Raczej nie mówią. Kto odwiedził przynajmniej raz w statkach rybackich, nawet na wycieczki może zrozumieć warunki, w których rybacy mieli do produkcji ryb. Teraz, oczywiście, statki były duże, wygodne, warunki życia są dużo lepsze. Ale sądy i rybaków - to już inna historia.


    Narodziny syna

    Kiedy urodził się syn, chciałem przenieść się do biura w niepełnym wymiarze czasu i pobyt w Kłajpedzie, ale w domu nie było, choć szliśmy dużo mieszkań i domów, starając się usunąć "kąt", to nie działa. Wróciła do końca badania.

    Mój mąż poszedł na swój pierwszy rejs na Morzu Norweskim na 4 miesiące. Następnie najkrótsze lotów 3,5-4 miesięcy, wówczas zwiększa się, a w 80 lat, a następnie przez 6 miesięcy lub nawet siedmiu. Podczas pierwszego lotu, napisałem 30 listów do męża! Wysłaliśmy je (to znaczy Morjachok) na poczcie na port rybacki, gdzie gromadzą się i wysłał na okazję, kiedy nie było pewne statek rybacki. Mężczyzna powiedział, że radość doświadczonych żeglarzy, coraz tylko kilka liter! W tym czasie nie było Internetu, i radio to tylko narzędzie. Nawet dużo później, gdzieś pod koniec lat siedemdziesiątych, zaczął dopuszczać rozmowy na temat żeglarzy radiowych z krewnymi, przez 1-2 minuty.

    Słyszalność - straszne, czasami informacje przekazywane przez radystku na plaży, że tak powiem? Zazwyczaj, powiedział: "Jesteśmy w porządku, w porządku, nie martw się, dbać o siebie." Innym była wymiana radia, które, oprócz jak "Wszystko jest w porządku", również nie pisać.

    Po ukończeniu studiów, przyszedłem, aby mieć stałe życie i czasy w Kłajpedzie, z letniego dziecka w ramionach. Zaczęła pracować w szkole zostały poszukiwania, gdzie wynająć dom i tylko 4 miesiące później udało. A wcześniej mieszkał w mieszkaniu ojca, małe (26 metrów kwadratowych), bez urządzeń, gdzie, ale wciąż mieszkają z rodziną siostry mojego męża. Więc kiedy ludzie na następny lot z powrotem do małego mieszkania wymiennego, na poddaszu, też bez żadnych udogodnień, byliśmy z nim w siódmym niebie!

    A gdy rok później dostał pokój w komunalnych, radość nie znała granic! To powinien być osobiście czuję. Podczas gdy jej mąż był w locie, zrobiłem remont z pomocą sąsiada, także żeglarzy, kupił szafę i rozkładaną sofę. Nigdy nie zapomnę, człowiek po raz pierwszy, przechodząc na "swoje" mieszkanie, entuzjastycznie przeszedł przez pokój, głaszcząc go ręka sofa, szafa dotknął, i zapytał: "To prawda, nasza cała".


    To los

    Mówi się, że długa rozłąka sprawia, że ​​miłość tylko silniejszy. Myślę, że to prawda. Jeśli miłość jest wtedy pokonać wszelkie trudności. Ci, którzy są starsi, pamiętają piosenkę "Over kronsztadzkiego mgle ...", jest werset: "Bądź spokojna, żeglarz, wierność najlepszą latarnię, nie huragan, huragan nie ugasić miłości, którzy nie rozumieją, jak ukochany czekać może poprosić, zapytać znajomych niech żeglarzy ... ".

    Miłość i wierność żony, aby pomóc pracownikom na morze w ich ciężkiej pracy i żony muszą nauczyć się tolerować i czekać.

    Losy żony marynarza nie było łatwe. Do czynienia z człowiekiem, po jednym locie, zaczęłam płakać i jęczeć, że "rzucił Morze", aby osiedlili się na brzegu, a mężczyzna próbował mnie przekonać, "Oto reysik się dzieje i wszystko będzie w domu, zmiana kariery." Jak wiele łzy rzucić! Prawdopodobnie Bałtyk był słony, nie tylko z moich łez, ale wiele Rybachok! Wziął lot lot jest powtarzany aż zdałem sobie sprawę, że ludzie nie mogą żyć bez "ich" na morze, bez statku i załogi.

    Często śpiewała: "... Wiem, przyjaciół, że nie żyć bez morza, a morze jest martwe, nie mnie ..."

    Co pomogło przezwyciężyć separacji i samotność? Zdecydowanie powiedzieć - pracy i cierpliwości, że uczono nas w dzieciństwie. Nic dziwnego, że mówią - "Cierpliwość i trochę wysiłku." Po tym wszystkim, co osiąga się poprzez ciężką pracę jest zawsze mile widziane. Musiałem się wiele nauczyć - nie tylko gotować, szyć, knit, ale wybielić sufit, przykleić tapetę w mieszkaniu, gromadzenia i zmienić meble, żelazko i próżni czystsze itp naprawy (W tym czasie nie było żadnych usług "godzina człowiek", i nie rozumiem, zapraszam dziwny człowiek na ratunek). A co najważniejsze, większość wychowywać dzieci tak, że nie czują się długą nieobecność papieża.

    Ale ile radości przyniósł spotkanie po długiej rozłące! Wiem, jak nudzi nam dyspozytorzy port rybacki, nieskończenie nazvanivaya telefonicznie wyjaśnić czas przybycia statku. A czasem stojąc godzinami z dziećmi przy wejściu, czekając na nas, by w końcu na marne terytorium, będzie do molo, które są zacumowane "nasz statek." Przez '37 życia rodzinnego pracowałem tylko 2 lata po urodzeniu drugiego syna, a te lata były najbardziej, jeśli nie surowe, to słabe. W pracy, czas ucieka, nie interesuje, czuć odpowiednich ludzi, a gdy cały dzień porpatysya w pracach domowych, takich tęsknoty i smutku!

    Nie rozumiem tych kobiet, które nie chcą pracować.


    W końcu

    Los żon żeglarzy można mówić bez końca dużo. Kiedy w 2001 roku zginął tragicznie załoga AFT "Kursk" w Sankt Petersburgu postanowił stworzyć pomnik wiernych i kochający "żona marynarza".
    Został stworzony, jak okazało się, specjalny fundusz publiczny prowadzony przez kapitana First Pozycja, która odbyła się aż trzy konkurs na projekt. Ale po sześciu latach, a ostatnio, nie było wiadomości, że w dniu 26 września przy ujściu Smolenka na Wyspie Wasilewskiego odbyła się uroczystość poświęcenia kamienia zasypki dla pomnika.

    Kiedy Sam pomnik, nikt nie może powiedzieć na pewno.

    Informacje z artykułu D. Rybakowa "Czy trudno jest być żoną marynarza?"